
1) namoczyć tkaninę (lepiej się ufarbuje) np na noc
2) rośliny, jeśli świeże, jak najmocniej pociąć/pomielić; suszone to wiadomo, już są rozdrobnione; i robiłam z nich wywar - na wolnym ogniu podgrzewane przez +/- pół godzinki. Lepiej ich nie gotować a tylko upewnić się, ze są dłuższy czas w gorącej wodzie, aczkolwiek to zalezy od surowca; kora czy szyszki inaczej i świeża zielenina tez ma inne upodobania.
3) do ciepłego wywaru tkanine i też lekko podgrzewać (żeby utrzymac temperaturę, a nie gotować - można właczyć, zostawić w ciepłym garnku, i po godzinie podgrzać znów) i tak 1 czy 2 godziny; ja dla pewności zostawiałam tkanine w garze i na drugi dzień powtarzałam podgrzewanie
3) i teraz wyjmujemy i płuczemy w wodzie z zaprawą (ałun) lub wodzie z octem (różne kolory i rodzaje tkanin bardziej 'lubią' inne zaprawy, bo tez czasem używa się np sól >>> o jej właściwościach utrwalających kolor świadczą np stare przepocone koszulki i ich rozkład barw

* Ałun brałam z dezodorantu w krysztale

* ważny jest duży gar i mieszanie drewnianą łychą, jak za duża szmatka pozaginana to sie może nierównomiernie zabarwić
* barwiłam pokrzywą, bzem, orzechem i porostami; z tego bez bardzo nietrwały, pokrzywa dość dobrze, nawet na wełnie, ale kolor mało zjawiskowy; najpełniejszy i najtrwalszy kolor dały porosty i łupiny orzechów włoskich - jednolity i nasycony. Porosty do tego zawierają naturalny utrwalacz w sobie; są używane do barwienia szkockich tartanów. Przy uzyskiwaniu z nich barwnika częsta była metoda 'fermentacji z moczem'

