Skarpetki wełniane takie zwykłe, jak można od starej babci kupić albo na straganach z "góralskim" towarem- wiadomo, kolory naturalne; albo, co lepsze historycznie, ale droższe - skarpety z naalbindingu.
Rajstopy miałam chyba tylko na Julu, ale to grudzień był. Ewentualnie jakieś legginsy, ale to głównie do spania brałam. Lepiej jak to nie wystaje spod ciuchów, bo wygląda i niehistorycznie i dosyć dziwnie.
A co by nie zmarznąć- wełenka, wełenka i jeszcze raz wełenka
